Nie zawsze tani jest dobrze
Południowe Włochy to w poprzednim roku było nasze urlopowe marzenie. Nie spodziewaliśmy się w ojczyźnie specjalnie dobrych warunków pogodowych, więc postanowiliśmy wybrać się gdzieś gdzie będzie cieplej. W związku z tym, że nasz budżet był ograniczony postanowiliśmy pojechać autostopem. Spakowaliśmy sprzęt wspinaczkowy, aparaty cyfrowe, kamery, śpiwory i ruszyliśmy w drogę.
Podróż przez większość drogi głównymi drogami typu national przeszła świetnie. Widocznie wzbudzaliśmy zaufanie kierowców i nie mieliśmy najmniejszych problemów w złapaniu okazji. Raz jechaliśmy nawet na pace ciężarówki, raz po prostu zabrał nas na gapę kierowca autobusu. Zdarzało nam się też jechać wozem drabiniastym ciągniętym przez traktor. Szczęśliwie nigdzie nie musieliśmy szczególnie długo czekać.
Niestety ostatni etap podróży nie był już tak cudowny. Poruszanie się po prowincjonalnych bezdrożach okazało się niebywale bardziej skomplikowane niż jazda autostopem autostradami europy. Cały jeden dzień spędziliśmy na pustynnym pustkowiu, na którym nie było ani jednego drzewka, ani innego cienia. Jak na złość dopadła nas tam ulewa, a żaden z przejeżdżających mieszkańców nie miał ochoty żeby zabrać ze sobą przemoczoną parę.
Co by nie powiedzieć miejscowość, w której mieszkaliśmy była przepiękna, wysokie na kilkanaście pięter klify wyrastały prosto z zatoki. W niedalekiej odległości od wybrzeża były widzialne postrzępione szczyty gór. Niemniej jednak z naszymi możliwościami finansowymi i transportowymi mogliśmy co najwyżej pooglądać sobie to z boku. Dotarcie do jakichkolwiek punktów widokowych wymagało użycia auta. Niby wiedzieliśmy, że okolica nie jest do końca bezpieczna, ale jakoś nie było na co dzień takiego poczucia, aż pewnego pięknego dnia zostaliśmy jak na dzikim zachodzie napadnięci i okradzeni z plecaka fotograficznego i portfeli – pozbyliśmy się naszych ulubionych i kupionych za grube pieniądze aparatu Nikon D90 i fachowej lornetki Olympus. To niestety spowodowało, że musieliśmy przedwcześnie wracać do domu i summa sumarum nie możemy tego wyjazdu zaliczyć do udanych.
Zobacz również: